<title_newspaper=Trybuna Ludu> 
<title_article=Ludzie rosn z budow> 
<author_1=>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1953>
<month=5>
<date=1953-05-17>
<period=d>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Majster ciesielski Stanisaw Osiak przyszed na Now Hut w lipcu 1950. Nie mylcie, e zacign go tam porywajcy zew wielkiej budowy. Po prostu, po puawskim powiecie posza gadka, e na Nowej Hucie dobrze pac, a cieli potrzebuj.
Zagadnienie, ile pac i czy go w ogle potrzebuj, od dziecistwa dominowao nad yciem Stanisawa Osiaka. Po mierci ojca obowizek wykarmienia jedenastoletniego chopaka przypad zaharowanej matce i o dwa lata starszemu bratu, ktrego na dwumorgowym matczynym doywociu pug przewraca.
Osiak najlepiej bodaj ze swego ycia pamita te momenty, kiedy to zdawao mu si, e ju, ju dochrapie si czego lepszego (na przykad naje si do syta) i kiedy kolejny raz dowiadywa si, e to nie dla niego.
 W dwudziestym pitym, zdaje si, robili lotnisko w Dblinie. Poszlimy oba z bratem. Miaem wwczas 176 cm wzrostu, a wayem 52 kg. Na kolarza i nie mogem, bo mnie koza przewracaa. eby do innej roboty, to trzeba byo posmarowa. Lepsza robota  gadali  dla gospodarzy. Wrcilimy z niczym do domu.
 Bodaje w dwudziestym smym zaczli ludzie mwi, e zapisuj na wyjazd do Francji. Za ostatnie grosze pojechali my z bratem do Lublina. Tam taki agent ludzi zbiera. C, trzeba byo da 20 z, a my nie mieli. Jak wrcilimy na wie, zbierao si par tygodni te 20 z i znw na bilety. A tego agenta ju w Lublinie nie byo. Tak i wrcilimy piechot.
Ze sw Osiaka przebija niezatarta przez lata uraza do agenta, gorycz doznanego wwczas zawodu. Ju jednak nie tylko w agenta emigracyjnego wymierzony jest jego dojrzay, nieco gorzki miech, gdy komentuje:  20 zotych trzeba byo zapaci, eby z Polski wyjecha.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
